Relacja BikeMaraton Zdzieszowice
imprezy - relacje
środa, 18 maja 2011 12:53

3Po inauguracyjnym, płaskim Wrocławiu przyszła kolej na coś dosadniejszego, efektywniej wyciskającego pot z czoła, ale i dającego większą satysfakcję. Perspektywa startu w Zdzieszo była dla mnie tym bardziej emocjonująca, gdyż dzięki kochanemu PKP nie mogłem pojawić się na kwietniowym otwarciu sezonu

Tadeusz Pietrzak

Dzień zacząłem wczesnym rankiem. Już o 5 rano wraz z małokichowym Grzegorzem (pozdrawiam!) ruszyliśmy w trasę. Na miejscu przywitały nas roześmiane twarze Wapida i Nabiała. Rzecz jasna nowe maszyny wystawili w najbardziej rzucających się w oczy miejscach...musieli się pochwalić. Ja co prawda na zeszłorocznej maszynie, ale po krótkiej zapowiedzi tego, co mnie czeka, doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej również i ja będę miał okazję sprawdzić w nowych warunkach zarówno siebie, jak i sprzęt.

BM_Zdzieszowice_010Po rozmowach przyszedł czas na rozgrzewkę. Szybki rozjazd asfaltowym podjazdem na  św. Annę zdawał się nie mieć końca...będzie ostro. Podjeżdżamy na linię startu, a tu co? Sektory jakieś takie jakby przyciasnawe. Chłopaki mówią, że Wrocław był nie lepszy. No cóż, i tak lecę z ostatniego karnego sektora, więc co mi tam.

Do startu gotowi...

Od samego początku w głowie kołacze mi tylko jedna myśl - "jedź swoje". Rzecz jasna ułańska fantazja pcha mnie ostro do przodu. Podjazd pod Ankę idzie lekko, amfiteatr i...schody. Jak to dobrze, że dzielnie towarzyszyłem żonie w nordic walking...Jak się okazało 29er to już żadna atrakcja, przebili mnie panowie na tandemie, którzy niestety skutecznie zablokowali całą ścieżkę. Podjazdom nie było końca, ale przynajmniej cały czas jechałem. Co prawda wiele osób mijałem podczas zdobywania kolejnych szczytów, ale to na zjazdach zyskiwałem najwięcej. W euforii regularnie przesuwałem się do przodu, ale kolejne wspinaczki zdawały się być coraz trudniejsze. Cholera, co z moją wytrzymałością?

Zdzieszowice_11-33-54_T9O3243Na wąskim singlu zawodnik jadący tuż przede mną zalicza awaryjne hamowanie i krzaki. Elixiry pozwalają nie podzielić jego losu, ale i samemu lotnikowi nic poważnego się nie dzieje.
Kolejne kilometry dobitnie przypominają mi słowa "Wyścigi wygrywa się na podjazdach", pagórki zaczynam robić z pokrytego od wieków wielkopolskim kurzem młynka. Kadencja średnio mi odpowiada, sukcesywnie opadam z sił, by w 3/4 trasy dzielić los większości maruderów i wpychać swego rumaka pieszo. Na zjazdach sporo nadrabiam. Zaczyna mnie niemiłosiernie suszyć, na ostatnim bufecie zatrzymuje się i z miejsca łykam 4 kubki po czym ruszam dalej.

Na 8km przed metą robię to, co idzie mi dziś najlepiej - grawitacyjnie gnam w dół. Przede mną dziewoja nagle zwalnia, więc krzycząc "lewa wolna" zabieram się do wyprzedzania, gdy ta w najmniej spodziewanym momencie zajeżdża mi drogę! I tym razem Elixiry pokazują swoją piekielną moc, która w połączeniu z nerwowym chwyceniem klamek kończy się solidnym dzwonem, na szczęście bez jej udziału. Pamiętam tylko kilka obrotów wokół własnej osi i ciemność. Wzorem wigilijnego karpia chwytam łapczywie powietrze i po chwili wyciszenia zielenią drzew chcę ruszać w dalszą drogę, a tu...kierownica zaklinowała się o górną rurę. Poluzowanie manetki załatwia sprawę. Oszołomiony wyjeżdżam z lasu, by po chwili usłyszeć krzyczącą do mnie policjantkę. Okazuje się, że pomyliłem trasę. Kolejne minuty w plecy...

DSC_1715Tuż przed metą mijam koleżankę, której skręciło się w 'to drugie prawo' i już miałem coś powiedzieć, ale...wdech-wydech i obyło się bez.
Wynik? Nie pytajcie. Po złapaniu względnie pełnego kontaktu z rzeczywistością udałem się do tych od symetrycznego krzyża. Lekarka pomacała żebra, zapytała, czy boli przy oddychaniu, na ile urwał mi się film i zawyrokowała, że obejdzie się bez przeszczepu tułowia.

Chłopaki już z niecierpliwością i niedowierzaniem czekali na mnie przy samochodach i co ja im miałem powiedzieć...może lepiej odkuję się w Wieluniu? A i owszem!

Więcej zdjęć z tej edycji >>tutaj<< .

» Wyślij komentarz
Email (nie będzie widoczny)
Nick
Tytuł
Komentarz
 podmiana znaków
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» 2 Komentarze
1"Ja też"
z poniedziałek, 23 maj 2011 00:54przez mamac
Ja też jeżdże już na 29erze, jesten zadowolony bo nie gubie rytmu jazdy , a wyniki to juz inna bajka. Z czasem sie zastanawiama czy 54 -latek powiniemn jeszcze pozwalać sobie na startu na MTB, bo to jednak bardzo forsowna zabawa. Jeżdże maratony szosowe ale pozwoliłem sobie i na starty na MTB. Po startach na 26 calowym rowerze przesiadłem sie na 29era i jestem zadowolony. Przesiadka z szosówki na 29er nie jest tak dokuczliwa dla zachowania rytmu jak było to przy przesiadaniu na 26 cali. MTB to jednak i frajda i dopóki bedę mieć siłę do obrotu korbą to pewnie bedę sobie od czasu do czasu jeździć te maratony. Opis Twojego występu - wypisz wymaluj prawie jak mojego ostatniego na Poland Bike Maraton w Nowym Dworze Maz. Obyło się wprawdzie bez drastycznego upadku ale przeżycia podobne. Wasz team ma świetne stroje, można je jakoś zdobyc? Pozdrwiam i do zakęcenia
2Komentarz
z poniedziałek, 23 maj 2011 10:00przez wapid
mamac - napisz do mnie na Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ...
 
Extreme Bike
VERGE Sport
ForumRowerowe.org - team29er.pl

Facebook

Sonda

Którą oponę Panaracera ma dystrybuować Velo?
 

testy

Test roweru Specialized Epic S-Works 29

HOMERSpecialized Epic S-Works 29 na Sramie XX. Na takim rowerze Jaroslav Kulhavy wygrał w minionym sezonie generalkę  i został Mistrzem Świata w XC. Takie fakty dają do myślenia...mamy do czynienia z najlepszym na globie zawodnikiem, ale czy rowerem? Mnie do Jaroslava trochę brakuje...w sumie to jemu do mnie - jednego centymetra wzrostu i 7kg. Różnice w parametrach wydolnościowych przemilczymy. Nie będę obrażał osoby, której nie znam, przechwalać się też przecież nie lubię

Mateusz Nabiałczyk

artykuły

Tytanowy 29er szyty na miarę

tytan29Przodownicy jazdy na kołach wielkiego formatu wiedzą jak wiele problemów może nastręczyć zakup wymarzonego roweru w naszym kraju. Nie dość, że asortyment ubogi, nawet w sklepach w stolicy, to w dodatku ceny wydają się klasyfikować użytkowników rowerów 29er w kategorii efekciarzy. My natomiast wiemy, że 29er to „przewaga dzięki technologii”. Ponadto, kupując gotowy rower zawsze będziemy musieli iść na kompromis i przekonywać się do tych elementów, które niekoniecznie są według nas optymalnym zestawem. Mając na uwadze powyższe, zdecydowałem się złożyć swój własny model śrubka po śrubce, nie godząc się na żadne kompromisy...

Paweł Alexander


team29er.pl - rama do 29er,koła 29er,mtb 29er,twenty niner,testy i opinie,amortyzator do 29er,wiadomości i komentarze ,opony 29er,29 calowe rowery,budowa roweru,rowery 29",części do roweru 29er,jak zbudować 29er,rower sklep internetowy,rower górski 29 cali


Współpraca: Portal-Firma.pl | FirmowaTablica.pl | Skuteczne pozycjonowanie w Google stron firmowych | Kurs pozycjonowania w Google stron firmowych