|
Całkiem niedawno firma Edge, słynąca z hi-endowych komponentów, postanowiła wypłynąć na szerokie wody rowerowego świata i przy okazji targów Eurobike zaakcentować to zmianą nazwy na Enve. Jaki to miało sens? Zapewne podobny, jak zmiana koloru włosów o jeden odcień przez kobiety, tym bardziej, że i tu głównie wpłynęło to na wygląd.
Mateusz Nabiałczyk
Staremu logu niczego nie brakowało, choć trzeba przyznać, że nowe jest po prostu niesamowite. Na pierwszy rzut oka wygląda jak jakiś mozaikowy szlaczek, lecz po głębszej analizie można już przełożyć ów symetryczny wzorek na nasze. I tu rodzi się pytanie, co było pierwsze – szlaczek, czy nowa nazwa.

Tylko jakie to ma znaczenie, gdy mowa o ozdobniku na rowerowym komponencie, który po prostu ma spełniać swoją funkcję? No niby żadne, ale gdy przychodzi nam wydać na jedną rawkę 29” więcej, niż na komplet i tak pozostających w sferze marzeń wielu z nas Maviców C29 (850$ sztuka!), to nagle każdy detal zaczyna się liczyć.
 
Wynikającymi z bajońskiej sumy talarków niezaprzeczalnymi zaletami są parametry karbonowej obręczy Enve, której włókna 100K ułożono w taki sposób, że produkt w zasadzie nie ma słabych punktów. Wysokość aż 32mm m.in. pozwala stosować nieco krótsze szprychy, co bezpośrednio przekłada się na niższą masę i lepszą sztywność. Szerokość 24mm nie powala, ale w zupełności wystarcza do ściganckich balonów o szerokości do 2,2”.
A jak wagowo? Wersja w dość świeżym standardzie tubular, który poprawia ułożenie opony w feldze, przez co zyskujemy na przyczepności, ma całe 280gram! Standardowy ‘klinczer’ osiąga już niestety poziom ZTR Cresta – 385gram.

Producent uważa, że priorytetem była wysoka sztywność i wytrzymałość, a nie cyferki. Mimo wszystko w kontakcie z ostrymi kamieniami bardziej pewny byłbym niewzruszenia aluminium…na rynku mamy węglowe, relatywnie tanie obręcze On-One, aluminiowe FRM XMD 290 i 333, no ale kto bogatemu zabroni. Gdybym je dostał, z pewnością bym się nie pogniewał, choć myśl o ich uszkodzeniu chyba nie pozwalałaby mi swobodnie nabijać kolejne kilometry.

» Wyślij komentarz
» 12 Komentarze
1Komentarz z wtorek, 01 luty 2011 22:14
Klaniam, Co nowego i odkrywczego jest w standardzie "tubular"? Bo mnie sie zdawa ze nic :p Na szosie uzywane od dziesiecioleci, wypadaja slabiutko jakoze wybor opon do klejenia jest prawie zaden. Co zasie tyczy zwyklych obreczy to nie wiem czy zostalo to poprawione ale poprzednio, jeszcze pod nazwa Edge przyprawialy amatorow bezdetki o palpitacje serca i nerwozy... Na MTBR caly, osobny watek o tym co zrobic aby uszczelnic Edge'a i dlaczego i tak sie to nie udaje... Szacunek... I.
2"`" z wtorek, 01 luty 2011 22:56
no jak dla mnie tubulary w swiecie mtb sa czyms raczkujacym, a to czy kiedys skonczy sie na czyms wiecej, niz raczkowanie to inna sprawa, podobnie jak stosowanie w innych dyscyplinach rowerowych :P
3Komentarz z środa, 02 luty 2011 00:10
Tubulary nie są raczkujące, jedynie ich zastosowanie jest dość ograniczone. W mtb są stosowane w XC kiedy w razie defektu na krótkiej pętli można dostać koło. Nie ma też problemu z rodzajem bieżnika, bo zamawia się handmade wykonywany na zamówienie gdzieś w Belgi po wycięciu bieżnika z dowolnej opony. Ogólnie cena, i ograniczone zastosowanie raczej nie wróżą popularności, chociaż i dla 29 pojawiają się jakieś Geaxy i chyba Schwalbe, ale raczej zostanie to w sferze wyczynu, no chyba że cena spadnie opony do np 100 zł. ale to bajki...A odporność na snajki, wystarczy dobić ostrym kamieniem do płaskiej obręczy i dziura gotowa, czyli mit, też trzeba uważać na niskie ciśnienia, ale z relacji znajomych ścigantów, jeździ się fajnie (26 cali)
4Komentarz z środa, 02 luty 2011 00:28
o tym robieniu na zamowienie, to bym nawet nie przypuszczal....pytanie czy jest to w czyms lepsze od opon TR z mlekiem na odpowiedniej szerokosci feldze?
5Komentarz z środa, 02 luty 2011 00:31
Trzebaby spytac Thomas'a Frischknecht'a xD Szacunek... I.
6Komentarz z środa, 02 luty 2011 02:21
Podobno jest lepsze bo amortyzuje ładniejszy przekrój :-) W szytkach klasycznych ukryta jest dętka. Czyli bezdęcie w porównaniu musi być inne. Na MP w Wałbrzychu pojawiały się koła Reynoldsa na szytkach, ale też i na płynie. Trzeba się mistrzów zapytać co preferują. http://www.a-dugast.com/dugasteng.htm l to taka podstawowa oferta, ale to właśnie ta manufaktura spełni ponoć indywidualne zamówienia. Dla zwykłego śmiertelnika jak ja szytki zostają na tor, na miasto, i na wyścig szosowy od święta, już zwykły trening i wizja babrania się z klejem napełnia mnie odrazą, Przy mtb dodatkowo jest małe ciśnienie i szytka musi naprawdę mocno się trzymać, w szosie nabicie 8- 10 atmosfer dosyć mocno klinuje nawet bez kleju, można się dotoczyć do domu. W mtb chyba nie ma opcji polowej bezpiecznej naprawy. A klasyczne, porządne kapcie nie uszczelniają się mleczkiem
7Komentarz z środa, 02 luty 2011 17:35
Klaniam, A to o nieuszczelnianiu sie klasycznych opon to wiesci czy wlasne doswiadczenia? Bo ja z sukcesem i bez problemow jezdzilem 9 miesiecy na zwyklej oponie zwijanej uszczelnionej w systemie ghetto. A cisnienie to mialem tam w granicach 20-22 psikow. Ciezki coprawda nie jestem ale tez moja technika jazdy do finezyjnych nie nalezala :p Szacunek... I.
8Komentarz z środa, 02 luty 2011 22:32
miałem na myśli kapcie złapane, większe dziury, a nie opony jako kapcie. :) Szytki jeżdzone z mlekiem no flats, i tufo (szosowe) nie uszczelniły się bo dziury w dętce miały charakter nacięcia(małego, ale nie dziurka tylko kreska) Jedną szytkę po małym szkiełku czy druciku uszczelniłem po - uszczelniaczem Tufo i to jedyny sukces. Do jeżdżenia na mleku w mtb jakoś się jeszcze nie przekonałem, ale w tym roku Ron i Ztr będą na przednim kole - na jak długo ? do pierwszego nacięcia co przy Schwalbe jest rosyjską ruletką, gorzej chyba tylko w "dna" WTB.
9Komentarz z czwartek, 03 luty 2011 11:00
hehe... Ale kto jezdzi na szmatach Schwalbe xD ? Mam gleboki uraz do tych opon. Tyle zmasakrowanych kapci - pourywane klocki, platy gumy odarte az do karkasu - snejkow i innych awarii co widzialem na Nibynicach w czasie TC2007 skutecznie wyleczylo mnie z przemyslen na temat posiadania tychze na wlasnosc :) Faktycznie, WTB w ciezki terenie sprawdza sie znakomicie. A jeszcze lepiej wszelkie wypucki TLR. Tak od WTB jak i od Bontrager'a... Szacunek... I.
10Komentarz z czwartek, 03 luty 2011 13:36
Zalety Schwalbe : waga, przyczepność również w temperaturach zimowych, przewidywalność Ralfy - polecam na wyścigi na Mazowszu, Alberta gdy jest więcej błota ( ale ma mały balon), jako napęd w góry. Wady: coś za coś - dobrze trzymają ale niszczą się szybko bo klocki dostają w tyłek, także proporcja ceny do przebiegu kiedy jeździ się agresywnie nie jest zbyt dobra. Opony które wydają się trwalsze - w tym również na nacięcia są znacznie cięższe - np Ignitor czy Panaracer. Dotąd brakowało mi przedniej opony na błoto w góry,zobaczymy jako będzie ten z ronem, przy cenie prawie 200 zł raczej nie dam rady testować Nika w tym sezonie. Także - lubię Schwalbe, mimo że delikatne, do moich 70 kg dobrze się sprawują, i toczą się gładko...
11Komentarz z czwartek, 03 luty 2011 15:09
Klaniam, W koncu nie XTR-y napedzaja rowery :) Przod Ardent 2.4, tyl Rampage 2.35, a jak jezdzilem jeszcze na Malej Kiszce to mialem opony w granicach 850-920g sztuka (WTB Weirwolf 2.5, WTB Timberwolf 2.5, Bontrager XR4 2.35). Nie scigam sie a chce podrozowac wygodnie i bez stresow ze na jakims szkielku papec rozjedzie mi sie wszerz i wzdluz :) Dlatego nikt mnie nie na mowi na szmaciane lub paierowe opony w typie Szfalbiakow. Kazdemu w/g potrzeb :D Szacunek... I.
12Komentarz z piątek, 04 luty 2011 02:26
Ostatnio przeszedłem w stan emerytury treningowej, stąd maratony w 2010 nabiły mi 1/2 przebiegu mtb. Cały rower był nie lekki jednak opony zostały oczkiem w głowie, ot takie upodobanie do obserwacji... Powiem tak zdjęcie, rampy z tyłu i zamiana na Alberta w Górach Sowich dała komfort - minus 50 % tempo plus 30% w skali subiektywnej (dzień po dniu) Ale gdy tylko kończy się hormon owczego pędu, tak tego balona z tyłu zaczyna brakować :) Ogólnie przegrywam ze sobą w górach około 30 minut patrząc na 2009/2010 więc żadne gramy mi nie pomogą, szytki też nie :) Ale jak miałem zakręt na pozycję, głównie na Mazowii to każdy gram rotacji się liczył. A w tym roku to chyba pół 29 calowej Polski pojeździ na Crestach... Co ciekawe ciągle słyszę o revo i laserach, aż się zastanawiam czy się nie wstrzymać ze składaniem na recenzje, no i pojawiły się te obręcze FRM jako niewiadoma, OneOne coś z Chin też toczy... może trzeba jeszcze poczekać
|