|
Jeszcze nie tak dawno podróżując po świecie bez trudu mogliśmy oszacować, w jakim regionie się znajdujemy. Dziś w każdym mieście mamy Mc Donalda, na ulicach stoją niemieckie samochody, a przechodnie przywdziani są w te same sieciówkowe szaty. Nie inaczej jest w przypadku rowerów, gdyż coraz bardziej liczy się opłacalność, a nie wyjątkowość. Na szczęście są jeszcze tacy, który bronią, być może ostatnich bastionów.
Mateusz Nabiałczyk
Dosłownie jak grzyby po deszczu pojawiają się nowi "producenci" sygnujący swoimi logami kolejne azjatyckie produkty. Każdy uważa, że ich towar jest jedyny w swoim rodzaju, posiada unikalne cechy i nierzadko jest najlepszy. Jednakże nawet to niezbyt wprawne oko po kilku dniach wertowania internetu zaczyna dostrzegać pewne podobieństwa...które po głębszej analizie uzmysławiają nam, że różnice coraz częściej sprowadzają się do wyglądu powłoki lakierniczej.

Na tej wielkiej fali tsunami płyną niezależne, regionalne manufakturki, dzięki Bogu nie są kolejnymi, niewyróżniającymi masami wody, a surferami, których czyny wprawiają w zdumienie obserwatora.
I właśnie jednym z takich surferów bez wątpienia jest Independent Fabrication, customowa fabryczka tworząca swoje arcydzieła w stanie Massachusetts, USA. Fakt faktem, chlopaki specjalizują się w rowerach szosowych, ale nie przeszkadza im to w budowaniu równie urodziwych 29erów.

Aby zamówić ramę 29" wypada mieć przede wszystkim co najmniej 1 865 zielonych (Steel Deluxe). Jeśli zależy nam na tytanie (Ti Deluxe), to trzeba się szykować na wydatek bliski dwukroności wymienionej wcześniej kwoty. Niemało, ale zobaczmy, co dostajemy w zamian.
Na samym początku musimy wypełnić dość spory formularz pozwalający m.in. idealnie dopasować geometrię, typ i rozmiar ramy. Następnie konsultowane są wszelkie wymagania ze strony klienta, padają sugestie, wskazówki, w efekcie powstaje projekt roweru szytego na miarę...oczekiwań i rozmiarów przyszłego użytkownika.
Aby słowo ciałem się stało, potrzeba rurek i dobrego spawacza, który w tym przypadku nie mieszka na drugim końcu świata :-) Panowie sami wszystko spawają, wyginają, a czasem i rzeźbią.
 
To samo tyczy się malowania. Tu nie ma miejsca na maszynowe walenie z automatu. Kazdy detal robiony jest ręcznie.
Rezultat ciężkiej rzemieślniczej pracy jest oczywiście niesamowity, choć pewnie zwolennicy maszynowo smarkanych puszek aluminiowych, czy też przerzucanych niczym naleśniki węglówek stwierdzą, że nie ma się czym zachwycać...na szczęście każdy ma wybór i teoretycznie ma możliwość śmigać na tym, co uważa za optymalne.
 



Zwolennicy indywidualizacji i tworzenia rowerów z duszą spod znaku IF utworzyli nawet specjalną stronę, tworząc swego rodzaju rowerową rodzinę, gdzie każdy może pochwalić się swoim skarbem. Szkoda tylko, że wejściówki na taką imprezkę zaczynają się od blisko 6 000 PLN.

» Wyślij komentarz
» 1 Komentarz
1"ameryka" z piątek, 18 luty 2011 21:09
Witka! dzieki za tekscik i fotki jest jeszcze stalowa Soma Juise i Oswald Cycle Works. Pozdrawiam hej!
|