|
Z marką Spinner spotkał się zapewne każdy, kto "siedzi" w rowerach, nie tylko 29 calowych. Damy sobie jednak dętkę Foss przebić, że produkty tej firmy kojarzone są przez większość z rowerami klasy "popularnej" lub też "very low-end". A tymczasem....
Michał Śmieszek
....Tymczasem Spinner jest jednym z kilku największych producentów i dostawców amortyzatorów na świecie! Główna siedziba znajduje się naturalnie w Azji, na Tajwanie, co akurat zupełnie nas nie dziwi, ale mało kto wie, że cześć produkcji przeniesiono do pewnego średniej wielkości kraju w Centralnej Europie... W każdym razie najlepszą rekomendacją do przeczytania dalszej części artykułu niech będzie informacja, że jeszcze do niedawna Spinner produkował sztućce dla Rock Shoxa.
Spinner największą popularność zdobył ostatnimi czasy w Stanach Zjednoczonych, które co by nie mówić są największym rynkiem zbytu oraz polem testowym dla nowych konstrukcji. A tych akurat Azjaci nie mają się co wstydzić, jak choćby ważący 1300g z hakiem model Aeris, konkurujący z najlepszymi konstrukcjami światowej konkurencji.
Nam tym razem, umożliwiono, dzięki uprzejmości firmy Blue Pill, przebadanie jedynego 29 calowego "rodzynka" w stajni Spinnera - modelu Aeris 300 RLC 29. Warto jednak przypomnieć, że Spinner już w 2008 roku rozpoczął przygodę z amortyzatorami pod "duże koło". Wtedy był to model 2Nine, który stanowił konkurencję dla zbierającego doskonałe recenzje RST M-29. Oba widelce prezentowały właściwie tą samą półkę finansową i technologiczną. Porównując 2Nine z tegorocznym Aeris 300 RLC można śmiało zawyrykować stwierdzenie, iż ten drugi jest jego kontynuacją, Baa, znajdzie się całe mnóstwo osób twierdzących, że Spinner zmienił wyłącznie szatę graficzną...Cóż, jak to mówią starzy Indianie: "US Government denies knowledge" - nie zaprzeczamy, ani nie potwierdzamy.
 
Traf chciał, że otrzymaliśmy model teoretycznie poza katalogowy, rózniący się obecnością aluminiowej rury sterowej oraz asysty powietrznej w miejsce stalowej sprężyny. Cala reszta jest już taka "jak piszą". Testy rozpoczęły się z końcem maja i właściwie trwają nadal. Do tej pory amotyzator przebujał około 1500 km w różnym terenie, włączając mazowieckie korzenie, izerskie szutry i złote piaski Pówyspu Helskiego. Można więc śmiało powiedzieć, że "dostał w tyłek". Czy 25 lat doświadczenia marki wystarczy, aby 29 calowy rodzynek obronił się sam, i być może wyszedł zwycięsko?
Z pudełka
Spinner Aeris przybył do nas zapakowany zupełnie przyzwoicie. Producent zdecydowanie ogranicza się do minimum informacji oraz grafiki - to informacja dla tych, którzy kupują wzrokiem. Jak zwykle sercem każdego pudła jest jego zawartość. Pierwsze spojrzenie i test organo-leptyczny przynoszą mieszane uczucia. Amortyzator jest naprawdę lekki...i to bez kładzenia na wagę, która po chwili potwierdza powyższe słowa: 1760g z nieprzyciętą rurą sterową oraz.....niewykręconymi piwotami V-brake!
 
No właśnie, o ile waga wyzwala uśmiech na twarzy, to już wygląd Spinnera wyraźnie go studzi. Generalnie widać od razu, że mamy w rękach sprzęt przeznaczony do czegoś więcej niż bujania się po kostce brukowej i bitych drogach. Tym niemniej zaskakuje obecność piwotów V-brake oraz otworu montażowego do błotnika w podkowie łączącej dolne golenie. Od razu zaznaczę, że nie mam nic przeciwko rowerom trekkingowym, doceniam praktyczność pewnych rozwiązań technicznych, ale hellooo!...mamy rok 2011 - wszechobecne hamulce tarczowe, szczególnie w rowerach 29. Odniosłem nieodparte wrażenie, że inżynierowie Spinnera chcieli zatrzymać czas lub też ich umysły zafiksowały się w połowie pierwszej dekady XXI wieku na etapie widelców trekkingowych. Utwierdzają mnie w tym przekonaniu również ledwo 30mm średnicy golenie, które są zbyt skromne do poważnego katowania po bezdrożach i tym bardziej zakładania dużych tarcz rzędu 185/203mm. Przy okazji tarczówek, nie można nie zauważyć lekko trącącego myszką mocowania zacisku w standardzie IS2000, a nie Post-Mount. Obecnie niemal wszystkie modele hamulców produkowane są właśnie w tym standardzie, a nie wychodzącym z obiegu "międzynarodowym".
W prawej goleni znajduje się cartridż olejowy z ręczną blokadą - aktywowaną niebiesko anodowanym aluminiowym pokrętłem. Na dole dla odmiany mamy czerwone pokrętło odpowiedzialne za tłumienie powrotu. W lewej goleni producent umiejscowił sprężynę powietrzną. Jej zawór typu Schreader znajduje się pod elegancką aluminiową zakrętką. Ot, klasyczny układ.
 
 
Spoglądając na pancerne modele Aeris pod koło 26" wszyscy odnieśliśmy wrażenie, że Spinner potraktował 29ery bardzo po macoszemu lub też jego konstruktorów dotknęło rozdwojenie jaźni lub inny konserwatyzm technologiczny. Nie tylko moim zdaniem wspomniany otwór, piwoty v-brake, skromniejsze golenie wyraźnie kwalifikują sprzęt bardziej do grupy bardzo poważnych wiedelców trekkingowych/crosssowych niż MTB 29. Jedynie 100mm skoku i brak mocowania pod dynamo przywracają nam nadzieję, że to jednak 29er, a nie "crosser". Średnim pocieszeniem (ale jednak) będzie przypomnienie, że jeszcze niedawno konkurencyjny klasyk RST M-29 również był wyposażony w piwoty, No ale ten choć cięższy miał zdecydowanie mniej filigranowy wygląd.
Wykręcenie nieszczęsnych piwotów będzie zatem koniecznością dla osób, które cenią sobie sportowy wygląd, używają wyłącznie hamulce tarczowe i pragną nieco odchudzić sprzęt. Przynajmniej jak tak zrobiłem i opłaciło się. Amortyzator moim zdaniem zyskał w oczach oraz stracił, uwaga.... 90g, dzięki czemu jego waga spadła do 1690g!
 
 
Mimo kontrowersyjnego pierwszego wrażenia Aeris może się podobać - golenie są ładnie wyprofilowane, lakier jest równo położony, a dopełnieniem całości jest naprawdę wysoka jakość wykonania i dbałość o detale. Tu faktycznie widać, że Spinner nie jest firmą "krzak" i obróbkę materiału ma dobrze opanowaną. Cieszy oczy oraz serce przyzwoite pokrycie górnych goleni, które dobrze rokuje na przyszłość. Tak samo dobrze wyglądają drobne detale jak głębokie haki kół, anodowane pokrętła regulacji/blokady.
Amortyzator Spinner Aeris 300 29er posiada w testowej konfiguracji następujące parametry:
- 100mm skoku
- Dolne golenie: magnez
- Górne golenie: Aluminium 7075
- Aluminiowa rura sterowa
- Średnica goleni: 30mm
- Średnica rury sterowej: 28.6mm
- Offset: 43mm
- Wysokość: 515mm
- Regulacje: blokada skoku, naprężenie wstępne (asysta powietrzna w lewej goleni), tłumienie powrotu (hydrauliczny wkład w prawej goleni)
- możliwość zamontowania manetki blokady skoku na kierownicy (opcja)
Jak widać, Spinner to typowy przedstawiciel amortyzatorów klasy średniej, brak w nim fajerwerków w stylu choćby opatentowanej plaftormy T-Spull, która ma być konkurencją na przykład dla "Terralogic" Fox'a. Szkoda, bo mogłoby to być ciekawe zestawienie, a tak mamy zwyczajny sztuciec na miarę obecnej i nieco minionej epoki.
Spinner w praktyce
"Nie szata zdobi człowieka". Nie inaczej jest w przypadku niektórych komponentów rowerowych. To, że coś jest brzydkie niekoniecznie musi źle pracować. Tym bardziej to co jest ładne nie zawsze działa fenomenalnie. Jak wspomniałem, Spinner Aeris 300 miał okazję pobujać się niemal w każdym terenie i w każdych warunkach. Jak każdy amortyzator z powietrzną sprężyną wymagał regulacji ugięcia wstępnego. Warto zauważyć fakt, że przy fabrycznym ciśnieniu 70 PSI odpowiadającym wadze użytkownika oscylującej w granicach 80kg Spinner sprawia wrażenie wyjątkowo czułego. Właściwie zachowuje się typowo dla powietrznych amorów, które są aktywne w pierwszej fazie ugięcia i usztywniają się w dalszej. Niemniej moim zdaniem Spinner jest bardzo podobny do produktów Rock Shoxa, które są wyjątkowo czułe na małe nierówności. Wręcz mógłby "wybierać liście", jak powiedzą znawcy.
 
W każdym razie ze względu na nieco większą własną wagę byłem zmuszony dopompować komorę o dodatkowe 30 PSI. Bardzo pomocna okazuje się być "tabela ciśnień" przyklejona do lewej goleni od wewnętrznej strony - bardzo podobna do tych z RS. Operacja przyniosła pozytywny skutek w postaci nieco mniejszej czułości, ale też wyraźnie zmniejszyła bujanie Spinnera podczas normalnej jazdy.
Spinner Aeris potrafi o dziwo wyłapać całe "spektrum" nierówności. Całkiem sympatycznie radzi sobie z korzeniami i naprawdę dużymi przeszkodami. Bardzo cieszy fakt, że potrafi wykorzystać sporą część dostępnego skoku, co widać po granicy brudu na wewnętrznych goleniach. Koniecznie muszę dodać że jego praca poprawia się z każdym przejechanym kilometrem - czyli wymaga dotarcia. Bez względu na kilometraż nie zachwyca natomiast tłumienie odbicia, które wydaje się być niewystarczające. Kręcenie pokrętłem regulacji daje oczywiście poprawę, ale dopiero od połowy zakresu jest odczuwalne. Kompletnie otwarta "przepustnica" może spowodować wykatapultowanie przodu widelca podczas wpadnięcia w dziurę. Dr. Suport radzi: środek skali to "optymalne minimum".
Średnie nierówności w postaci niewielkich kamieni oraz sekcji korzennych nie stanowią przeszkody dla Spinnera - radzi sobie z nimi zupełnie przyzwoicie jak na markowy widelec przystało. Nic dodać nic ująć.

Blokada widelca działa zupełnie przyzwoicie, całkowicie stopując jego pracę. Natomiast jej ergonomia woła o pomstę do nieba. Doprawdy nie wiem, kto ją projektował, ale musiałbyć być wtedy bardzo zmęczony. Co jest nie tak? Otóż pokrętło, mimo że ładnie wycięte cnc, jest bardzo niewygodne - brak jakiejkolwiek wajhy za którą normalnie możemy pociągnąć w potrzebie. Gdyby jeszcze pokrętło chodziło lekko (patrz Rock Shox) to i nasze nastawienie byłoby lepsze. Niestety. Podczas obrotu wyczuwalny jest wyraźny opór. Jeszcze gorzej sprawa przedstawia się podczas próby odblokowania, zwłaszcza podczas jazdy. Mimo piesczot i próśb pokrętło nie chciało się lekko przekręcić i wymagało zdecydowanego chwytu, co w warunkach polowych potrafiło wyzwolić potok brzydkich słów. W obecnej formie aż prosi się wymiana na blokadę aktywowaną manetką na kierownicy.
Czytelnicy, którzy nie zdążyli zapomnieć początku artykułu zadadzą oczywiste pytanie: Co ze sztywnością Spinnera? No cóż tu także sprawa jest wielce dyskusyjna, gdyż fizyki nie da się oszukać. 30mm to nie 32mm. Widelec wykazuje tendencję do lekkiego "pływania", szczególnie widoczną podczas hamowania w zakręcie lub na przykład podczas trawersowania głębokich kolein, Niebagatelne znaczenie będzie miał tu zestaw dodatkowych czynników: waga jeźdźca, sztywność przedniego koła i główki ramy. Najmniejszy ból głowy będą mieli rowerzyści ważący nie więcej niż 80kg, posiadający np: koło przednie na mavicu tn719, karbonową lub aluminiową ramę ze stożkową główką (pomimo braku dedykowanej rury sterowej). Misiaki powyżej 100kg będą o wiele mniej zadowoleni. Jeszcze raz zapytam retorycznie: dlaczego inżynierowie Spinnera obrali drogę skreśloną przez każdą inną firmę. Odchudzić widelec można dziś na wiele innych sposobów, a przecież Spinner technologię ma dopracowaną na tip-top.
Podsumowanie
Apetyty mieliśmy znacznie większe, Niestety zderzyliśmy się z twardą rzeczywistością. Wydawać by się mogło, że umiejscowienie modelu 29 wśród linii Aeris przyniesie wyraźne zmiany a tymczasem zmieniła się tylko naklejka. Tajwańczycy mogliby bez trudności zrobić widelec, który konkurowałby z powodzeniem z produktami Foxa, Rock Shoxa i zdecydowanie przewyższałby jakością RST i SR Suntour. Tymczasem Spinner Aeris 300 RLC 29 na ich tle wypada zaledwie dobrze - taka mocna 4 +. Broni się tak naprawdę wyłącznie wyjątkową czułośćią na małe nierówności i niską wagą, która jak wiemy jest efektem wycieniowania goleni. W efekcie amortyzator kwalifikuje się do miana budżetowego sztućca ("entry level"). Jeszcze 2-3 lata temu bliżniaczy 2Nine nie odstawał tak bardzo od czołówki jak Aeris dzisiaj. Wystarczyło choćby przypomnieć kłopoty Reby ze sztywnością, czy średnią pracę Fox'ów. Ale rzeka płynie i uporano się z tymi wpadkami. Co więcej nawet budżetowe marki wydają się być o krok naprzód względem Spinnera. Kogo zatem skusi Spinner Aeris 300 RLC 29? Każdą osobę, dla której przy ograniczonych finansach priorytetem jest waga i przyzwoita czułość widelca. Każdą osobę, która posiada dobrą technikę jazdy i będzie właściwie reagować na mniejszą sztywność goleni. Wreszcie każdą osobę, która nadal używa hamulców V-brake, zakłada błotnik i być może nawet sakwy do swojej 29tki. Rowerzystów, którzy już weszli w posiadanie amortyzatora marki Spinner ucieszy na pewno fakt, że oficjalnym centrum serwisowym w Europie jest rodzima firma Blue Pill z Łodzi. Wiadomo nam, że do tej pory nie ma najmniejszych problemów z serwisem gwrancyjnym produktów tajwańskiego producenta.
Na koniec krótkie "słowo na niedzielę" do przyjaciół z Azji:
Drodzy włodarze z Tajwanu! 29ery to już nie wymysł k...wy i szatana, ale pełnoprawne rowery MTB, które szturmem zdobywają świat. Swoim produktem nie zdobędziecie naszego europejskiego rynku. Śmiem wątpić czy podbijecie nim serca otyłych Amerykanów, którzy prędzej wybiorą sztywny stalowy widelec 29. W obecnej chwili najlepszą opcją wydaje się być rozszerzenie kolekcji 29 o model hi-end, zawierający wszystko to co najlepsze w amortyzatorach Spinner. Natomiast Aeris 300 może pozostać jako ten "budżetowy".
Widelec do testów dostarczyła firma Blue Pill z Łodzi - oficjalne Centrum Serwisowe na Europę

» Wyślij komentarz
» 12 Komentarze
1Komentarz z sobota, 20 sierpień 2011 12:31
Klaniam, Eeee no panowie... Co to za test bez kilku podstawowych danych? A obmierzyc przeswit na opone? A cene zapodac? Bo strona BP to nadaje sie pod tym wzgledem jak kaktus na szcoteczke do zebow... BTW nic na owej nie napisano na temat jakichkolwiek koszachtow ze Spinner\\\'em :-/ Szacunek... I.
2Komentarz z sobota, 20 sierpień 2011 12:48
Oj tam oj tam....prześwit jest wystarczający :)))). Na zdjęciu RR 2.25, ale bez problemu wchodzi Kenda Nevegal, Mt. KIng 2.4. Firma Blue Pill pracuje nad zmianą strony internetowej. Rzeczywiście nie ma informacji o tak bliskich konszachtach ze Spinnerem, ale wystarczy wejść na stronę Spinner-usa, aby przekonać się, że rzeczywiście są centrum serwisowym na Europę. Potwierdzi to na pewno sam Łukasz Nowak z BP. Cena jest nam chwilowo nie znana bo nie wiadomo czy 29er będzie normalnie dostępny w krajowej ofercie
3Komentarz z sobota, 20 sierpień 2011 12:51
Dystrybutorem oficjalnym na Polskę jest krakowski Bikershop.
4Komentarz z sobota, 20 sierpień 2011 19:34
Pffff a co to za opony Nevegalka, Contik lub Ralfik? Ja mowie o OPONACH a nie takichtam popiardolkach :p Jak to-to z Ardentem 2.4 bedzie wygladac? Rampage'm? Ralfikiem 2.4, Nibynicem... Co zasie tyczy BP i zmian na ich stronie, to jak sie beda dalej zbierac tak do tego jak rok temu to slabo to widze xD Szacunek.. I.
5Komentarz z poniedziałek, 22 sierpień 2011 02:01
Troszkę ,mnie zalewa żółć jak czytam że piwoty to dobre są tylko do niższych celów. Klasyczne hamulce maja swoich wielbicieli, sam też odczuwałem długo brak możliwości założenia na przód V, dwie na trzy ramy 29 jakie miałem miały piwoty... Wystarczy zapoznać się z preferencjami niektórych ścigantów 26 " żeby przekonać się że w peletonie nie tylko na tarczach się jeździ, choć o dobre obręcze do tarcia coraz trudniej. Sam z przyjemnością bym taki widelec widział w rowerze zimowym... Właśnie z V. Także lepiej by można było wybierać kupując - wersja z powotami albo goła..
6Komentarz z poniedziałek, 22 sierpień 2011 21:49
Klaniam, Bez obrazy kolego, ale falki to przerzytek... Maja w zasadzie same wady, oprocz wagi, a zalety czysto esetyczne. A juz falki w rowerku zimowym to proszenie sie o guza :p No moze troche przesadzilem z tym guzem ale mnie z kolei krew zalewa jak jade na rowerku Starzyka z falkami lub na szosce - dual pivot - pada i rower poprostu nie hamuje... Poza tym, falki w Wielkiej Kiszce, ktora poprostu ciezej zatrzymac to juz zupelna pomylka. Do retro odbudowy - prosze bardzo, na codzien - dziekuje, wole hamowac... Szacunek... I.
7"V-brake" z poniedziałek, 22 sierpień 2011 22:17
Hej, bardzo mi przykro że cię troszkę żółć zalała, ale nie będę ukrywał tego że dla mnie V-brake trąci myszką szczególnie przy dużym kole. Nie napisałem, że ci którzy ich używają to dziwacy - tu jestem tolerancyjny i doskonale rozumiem, że są osoby nadal ich używające. Niemniej w czasach, gdy 99% ram 29\\\" jest produkowana wyłącznie pod tarczę to widelec 29 z piwotami jest niepotrzebnym dziwactwem a nie uniwersalną opcją. No chyba że nagle V-brake z przodu jest mocniejszy od hamulca hydraulicznego, zwłaszcza na 5km zjeździe w błocie.
8Komentarz z poniedziałek, 22 sierpień 2011 22:38
Proponuję Wam podyskutować na temat skuteczności hamulców typu V z maratończykami, który stoją gdzieś z przodu w sektorach giga na błotnych maratonach GG... Liderzy jeżdżą na tarczach, ale znajdziecie na pewno kilka osób, które z wyboru jadą na V... Gdyby V był nie skuteczne to na takim dystansie raczej było by ciężko.... Dyktat producentów zmienia strukturę rynku, zmiany standartów, począwszy od napędu, skończywszy teraz na rozmiarze koła są podyktowane strategią marketingiem i sprzedażą, to że dziś hamulec obręczowy został wyparty z rowerów proponowanych jako pure mtb :) mnie nie dziwi.... O zaletach i wadach takich hamulców możemy kiedyś podyskutować na forum, jak się zacznie sezon ogórkowy... Ale nie piszcie o braku mocy hamulców typu V.... Naprawdę dobrze dobrany i ustawiony hamulec typu V bez problemu daje radę... Sam się zdziwiłem, kiedy w tym roku wróciłem do starego XT z klamką Avida.... Jest moc, jest modulacja, i są marat
9Komentarz z poniedziałek, 22 sierpień 2011 22:54
Są maratony na których zaklejają się skutecznie właśnie hamulce tarczowe, a V działają bez zarzutu.... To takie lekkie piaskowe gruboziarniste, błoto kiedy jest dość mokro, w Beskidach na przykład kiedy błoto jest cięższe , bardziej "czekoladowe" lepiej działają tarczówki... Duże koło ma się nijak do wydolności bo i ramię dźwigni przyłożenia oporu przez klocek się zwiększa ( kolejny stereotyp :-) ) Poza brakiem ram brakować zaczyna obręczy o dobrej korelacji ceny do wagi... Bo obręcz do hamowania w błocie nie powinna być zbyt droga, z okłądziną ceramiczną w standarcie 29 chyba nigdy nic nie było. Choć w świecie 26 cali oponie o takich obręczach są podzielone.... Kończąc - nikogo nie namawiam do zawracania kijem Wisły, ale nie warto płynąć zawsze z prądem, wierząc w jedyną prawdę objawioną.... Bo nie ma ram - to hamulce są złe i dla dziwaków - no proszę... Te hamulce są jedynie bardziej upierdliwe w ekspl
10"19478" z poniedziałek, 22 sierpień 2011 23:21
Klaniam, To ze w Polszcze, kraju biednym i ciagle bedacym w ogonie przyslowiowej Europy, duzo jeszcze rozmaitych anachronizmow sie mozna dopatrzyc - falki, DH na sztywniakach, uwazanie jazdy w kasku za smieszna - niczego jeszcze nie dowodzi. To ze dobry, dobrze ustawiony i przylozony do prostej felgi hamulec obreczowy dziala dobrze to truizm. Ale takze truizmem jest ze tarcze bija heble obreczowe na glowe i ramiona. A ze czasem lepiej sie sprawdzaja... Ja tez po miescie preferuje jazde na skutecznym i idiotoodpornym, pelnie sztywnym singlu lub ostrzynce a nie wykreconym fullu ze wszystkim najnowszymi "dyktatami producentow" Nie tworzmy zatem basni i nie placzmy jak to kiedys bylo pieknie a teraz tylko bieda, sromota i porobstwo. Lepiej isc na rower. Z dowolnym rozmiarem kola i systemem hamowania :) Szacunek...I.
11"piwoty" z sobota, 27 sierpień 2011 02:23
Taa, wideł z testów trafił do takiego turysty na 2ninerze, który cieszy się jak głupi z kredek, że są piwoty - bo można podpiąć lowridera na przednie sakwy na dłuższy wyjazd. Pokrętło blokady rzeczywiście jest upierdliwe - pytanko - gdzie i za ile można ewentualnie dokupić cyngiel na kierę?
12Komentarz z czwartek, 10 maj 2012 11:33
A ja właśnie mam problem z zakupem dobrego widelca, który będzie mi służył do śmigania po krajowych górach i nizinach i jednocześnie przez jeden miesiąc w roku będzie dźwigał bagażnik lowrider po bezdrożach Azji środkowej (do czego są potrzebne piwoty. Myślałem, że ten Spinner się sprawdzi, jednak wspomniany w teście brak sztywności mnie zniechęca. Póki co szukam dalej ale kto wie czy wkrótce nie będę szukał Spinnera w sklepach.
|